Dziś był dzień, w którym miałam gościć u siebie Gregora. Wstałam z łóżka i odbyłam poranną toaletę. Była godzina dziewiąta, co oznaczało że jak na mnie to dość wcześnie wstałam. Zjadłam śniadanie i wypiłam kawę. Pomyślałam jeszcze, że pójdę z Kodim na spacer, więc tak też zrobiłam. Szliśmy nasza ulubioną ścieżką, czyli przez park i wzdłuż rzeki. To było takie ciche miejsce. Bardzo lubiłam tu przychodzić. W Polsce czułam się lepiej niż w Austrii. Nadal nie żałuje mojej decyzji. Wróciłam do domu bardzo zmęczona, a psu było jeszcze mało. Ja nie wiem skąd on ma tyle energii. Dałam mu świeżą wodę i coś do jedzenia. Polubiłam tego psiaka. Gdyby nie on, umarlabym z nudów. Może rozrabia trochę, bo ostatnio pogryzł mi dwie pary butów, ale nie mogę się na niego gniewać. Ja również napilam się wody i dosłownie runęłam na kanape. Oczywiście nie było mi dane odpocząć bo rozległ się dzwonek do drzwi. O nie, to pewnie on! A ja wyglądam jakbym przebiegła maraton. Poprawiłam włosy i koszulkę,...
Komentarze
Prześlij komentarz